sobota, 12 października 2013

Epilog: O Końcu

Żył jeszcze przez dwa miesiące. Te dwa miesiące, wbrew wszystkiemu, była najlepsze ze wszystkich. Żyliśmy pełnią życia, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że jutra nie będzie. Tak bardzo żałowaliśmy każdej chwili spędzonej inaczej...
Pamiętam, jakby to było wczoraj, nasz ostatni dzień. Byliśmy u jego babci na ogródku, sami. Czas spędziliśmy na słuchaniu muzyki, spacerach, rozśmieszaniu się nawzajem. A w nocy oglądaliśmy gwiazdy i myśleliśmy co by było gdyby i co może nas czekać po śmierci.
Resztę nocy spędziliśmy razem. Zasnęłam w jego objęciach a gdy rano się obudziłam nie poczułam ciepła jego ciała, szumu bicia serca.
Dopiero wtedy zrozumiałam jak to boli. Nie zdawałam sobie sprawy, że gdy już umrze będę tak cierpieć...
Zaczął się najgorszy okres mojego życia. Po kilku miesiącach rodzice zdecydowali się umieścić mnie w ośrodku psychiatrycznym z ciężką depresją i podciętymi nadgarskami...
Wyszłam z tego po roku, z pomocą rodziny, przyjaciół, rodziny Kacpra.
Dziś mam 35 lat, pracuję w laboratorium medycznym przy szpitalu, w którym dowiedziałam się, że jestem niepełnosprawna. Mam własne mieszkanie i świnkę morską.
Męża nie mam. Ani narzeczonego, ani chłopaka. Jestem sama. Nie potrafię spojrzeć na mężczyznę i nie nie widzieć JEGO twarzy. Każdy dotyk odczuwam jako zdradę...
Ale nie jest mi z tym źle. Podoba mi się moje życie, które traktuję jako sprawdzian przed znalezieniem się w krainie, w której czeka na mnie ten jedyny...
_____________________________
Tym oto sposobem żegnam się z tym opowiadaniem.
Żywię głbęboką nadzieję, że nie żegnam się z wami! Zapraszam na blog:
gdy-zycie-sie-zmienia.blogspot.com
Gdzie w najbliżyszym czasie pojawi się prolog do mojej nowej, bardziej optymistycznej i fantastycznej opowieści :D

Dziękuję serdecznie wszystkim, którzy byli ze mną i z moim opowiadaniem. Dziękuję za wszystkie komentarze, ciepłe słowa i mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy/przeczytamy.

:D

piątek, 11 października 2013

"Czy jeżeli mocno się postaram będę w stanie zmienić cokolwiek?"

Jego twarz przypominała maskę.
- Czemu mi to robisz? - Zapytał ostro. - Czemu robisz to sobie?
- Bo nie mogę pozwolić byś podejmował za mnie decyzje dotyczące naszego związku. - Powiedziałam.
- Ala - Westchnął ciężko i opadł na łóżko. Przez chwilę milczał a ja mu się przyjrzałam.
Na głowie miał opatrunek. Nie pokazałam tego po sobie, ale poczułam niewyobrażalną ulgę gdy nabrałam pewności, że on jest w domu. Tak się o niego bałam...
- Powiedz mi prawdę. - Poprosiłam cicho.
Podniósł się, przysiadł na krańcu posłania i spojrzał mi w oczy.
- Nie bądź znowu uparta. - Powiedział.
- Skąd wiesz, że znowu? - Zapytałam. - Przecież podobno jestem dla ciebie jak obca osoba. - Zrobił urażoną minę. Identyczną do tej jaką robił zawsze gdy się kłóciliśmy i było jasne, że mam racje. Otworzyłam szeroko oczy.
- Pamiętasz. - To było stwierdzenie. Nie pytanie. Opuścił wzrok na moje kolana. - Od kiedy?
- Od tamtego bólu głowy w parku. - Odpowiedział cicho.
- Więc dlaczego... - Zaczęłam cicho, ale mi przerwał.
- Dlatego, że tak trzeba! Dla ciebie. Nie zrozumiesz tego!
-Nie zrozumiem bo nic mi nie mówisz! - Jęknęłam a on zamilkł.
- Nie zachowuj się jak rozpouszczony bachor! - Traciłam cierpliwość. - Kacper, masz 18 lat! Pokaż choć trochę, że jesteś mężczyzną i powiedz mi co jest grane! - Postanowiłam zagrać na jego dumie.
Po jego twarzy przeszedł wściekły grymas, ale zniknął gdy posniósł na mnie wzrok. Widząc jego oczy natychmiast się uspokoiłam.
- Co się dzieje... - Wyszeptałam.
- Pozwolisz mi, żebym pomógł ci położyć się obok mnie? - Zapytał.
Kiwnęłam głową, nagle przerażona.
Pomógł mi i zaraz oboje gapiliśmy się w sufit jego pokoju.
Miał na nim poprzyklejane gwiazdki od kiedy skończył 10 lat. Miał do nich wielki sentment.
- Obiecaj, że nie będziesz panikować. - Powiedział głosem bez emocji.
- Obiecuję.
- Operacja była w sumie nie potrzebna. - Powiedział tym samym tonem. - I tak nie uratowałaby mi życia. Tylko je przedłużyła.
- Ale jak... - Zaczęłam, ale mi przerwał.
- Umieram, Alu. - Jego głos stracił na sile. - Mam uraz części mózgu, która zabije resztę. Nie ma dla mnie szans.
- Nie możliwe. - Wyszeptałam. Odwrócił się do mnie i przytulił mnie. Nie puszczając kontynuował:
- Chciałem ci ulżyć. Myślałem, że jeśli się rozejdziemy będzie cię mniej bolało.
- Idiota. - Wymruczałam przez cisnące się łzy, przytulając go jeszcze mocniej. Zaśmiał się.
- Wiem. Przepraszam.
- Na prawdę myślałeś, że ot tak pozwolę ci odejść?
- Miałem nadzieję. - Wtulił twarz w moje włosy. - Tak bardzo cię kocham, że nie potrafię sobie wyobrazić, że będziesz znowu przeze mnie płakać...
Łzy pociekły mi po policzku na jego koszulkę.
- To jeszcze nie koniec. - Powiedziałam.
- Nie ma szans.. - Zaczął, ale tym razem to ja mu przerwałam.
- Wiem. Ale zostało jeszcze trochę czasu, prawda?
Podniósł mój podbrudek i otarł policzki.
- Tak. Jeszcze zostało.
- Spędźmy ten czas razem. - Poprosiłam. W odpowiedzi uśmiechnął się szeroko i złożył na moich ustach pocałunek.
***
Kilka godzin później dalej leżelimśmy w jego łóżku, ale  z tą różnicą, że byliśmy przykryci i Kacper spał.
Patrzyłam na jego spokojną twarz wsparta na łokciach.
Czy płakałam?
Oczywiście.
Moje serce znowu było złamane. Ale tym razem towarzyszył temu bólowi dziwny spokój.
Kochał mnie.
Rozłączy nas dopiero śmierć.
W tym dniu kochałam go tak mocno, jak jeszcze nigdy wcześniej...
____________________________________
1. Nie bijcie!
2. Przeczytałam wasze prośby i mam nadzieję, że ten rozdział odpowiedział na nie wystarczająco.
3. Jutro dodam epilog.
4. Nie jest mi łatwo pisać to zakończenie, ale całe to opowiadanie miałam od początku zaplanowane.
5. Co wy na to, żebym zaczęła nowe opowiadanie? Po głowie chodzi mi długa historia fantasy. Czytalibyście?
6. Dziękuję gorąco za wszystkie komentarze i opinie! ;3

niedziela, 6 października 2013

"Ci którzy próbują dotknąć gwiazd często potykają się o źdźbło trawy."

Gonitwa po szczęście. Wielki wyścig ludzkości, który wygrywają tylko niektórzy. Czy ja go przegrałam? Myślałam, że tak. Uważałam, że zostałam nieprzepisowo wykluczona z gry i zepchnięta do boksu dla przegranych.
Teraz myślę inaczej. Siedzę na trybunach na całorocznym lodowisku gdzie zawsze trenowałam z przyjaciółmi, moją ekipą i oglądam trening moich współzawodniczek. Byłych współzawodniczek...
W pewnym momencie mnie zauważają. Zaczynają klaskać, machać, wiwatować z wielkimi uśmiechami.
Odmachuję im z ciepłym grymasem na twarzy i podjeżdżam wózkiem bliżej bandy oddzielającej trybuny od tafli lodu.
- Nareszcie! - Jako pierwsza zjawia się przy mnie Oliwia. Podjeżdża na swoich ulubionych, zielonych łyżwach z charakterystycznym, szerokim uśmiechem.
- Przyszłam zobaczyć jak sobie beze mnie radzicie. - Odparłam zadziornie.
- Wyśmienicie. - Wtrąciła Anka podjeżdżając z resztą do barierek.
- Tylko zrobiło się cicho. - Dodał Adrian.
- Co tu się dzieje?! - Usłyszałam głos trenerki. - Co wam kazało przerwać rozgrzewkę?
Rozstąpili się odsłaniając mnie tak by zobaczyła. Uśmiechnęła się.
- Miło cię widzieć, Alu. - Powiedziała.
- Panią również. - Odparłam szczerze. Pani Ola była przesympatyczną kobietą, około czterdziestu pięciu lat, z siwiejącymi skroniami i małymi, niebieskimi oczami przeszywającymi mnie zawsze na wylot.
- Masz czas zostać? - Zapytała. - Muszę planowo poprowadzić trening.
- Tak właściwie to przyszłam na niego popatrzeć. - Odparłam z uśmiechem.

W czasie gdy grupa wykonywała ćwiczenia ja rozmawiałam z panią Olą.
- Cieszę się, że wyszłaś z dołka. - Powiedziała poważnie.
- Ja też. - Zaśmiałam się.
- Przyszłaś w jakimś konkretnym celu? - Zapytała. Kiwnęłam głową.
- Przyszłam po wsparcie psychiczne. - Zaczęłam. - I odzyskać moje życie społeczne.
- Trzymam kciuki. - Uśmiechnęła się ciepło, ale spoważniała. - Jest coś jeszcze prawda? - Zapytała.
Zawahałam się, ale przełknęłam ślinę i odparłam:
- Chciałam się zapytać co u Kacpra.
- A czemu nie zapytasz jego? - Uniosła w zdziwieniu brwi.
Była jego ciocią i liczyłam na to, że przekaże mi informacje o jego stanie.
- Ostatnio nie chciał mnie widzieć. - Powiedziałam cicho, patrząc na swoje dłonie.
- Skarbie - Usłyszałam i poczułam jej rękę na ramieniu. - On jest facetem. Ma inny sposób myślenia. Pogadaj z nim. Nawet jeśli miałabyś go do tego zmusić.
Podniosłam na nią wzok, ale ona już krzyczała coś do łyżwiarzy.

- Wrócisz do nas do szkoły? - Pytała Oliwia gdy wracałyśmy z lodowiska.
- Nie wiem, prawdopodobnie nie. - Odparłam.
- Dlaczego? - Spytała zawiedzionym głosem.
- Do Batorego jest daleko, trzeba jeździć autobusem a ja nie mam zamiaru się tak męczyć. - Westchnęłam. - A do tego sama szkoła nie jest przystosowana do wózkowiczów.
- Szkoda. - Wtrącił Adrian. - Z tobą zawsze coś się działo.
- Dzięki. - Zaśmiałam się. - Mi też będzie was brakowało.
- A masz kontakt z Kaśką? - Zapytała Oliwia.
- Chyba się na mnie obraziła. - Wyznałam. - Nie byłam dla niej zbyt miła.
- Musisz z nią pogadać. - Powiedział Adrian poważnie.
"Znowu ktoś każe mi z kimś rozmawiać." Pomyślałam.
- Pewnie. - Powiedziałam na głos.
- To powodzenia! - Powiedziała Oliwia bo doszliśmy pod moją klatkę.
Pożegnaliśmy się i popatrzyłam za nimi jak odchodzą trzymając się za ręce. Pamiętam jak kiedyś byliśmy z Kacprem na podwójnej randce...
Westchnęłam i skręciłam w stronę Gałeczki.
Chwilę potem byłam już pod właściwymi drzwiami.
Zadzwoniłam.
Otworzyła mi jego mama. Na mój widok najpierw spoważniała a potem uśmiechnęła się szeroko. I szczerze.
- Wejdź... - Powiedziała po czym zrobiła przestraszoną minę. - Przepraszam. Nie pomyślałam!
Dopiero potem zrozumiałam o co chodzi.
- Nie szkodzi. - Powiedziałam szybko. - Wejdź nawet bardziej pasuje. Bo wjedź brzmi, jak dla mnie, strasznie.
- Dobrze. - Uśmiechnęła się z ulgą. - Kacper jest w swoim pokoju.
Podziękowałam i ruszyłam w dobrze znanym mi kierunku. Zapukałam i otworzył mi, oczywiście, Kacper. Ze zdziwioną miną.
- Ala? Co ty tu robisz?
- Przyszłam pogadać. - Odparłam poważnie. - Mogę?
Nie odpowiedział tylko przepuścił mnie w drzwiach.
- Więc o czym chcesz pogadać? - Westchnął siadając na krześle obok biurka.
- O tym, że mnie okłamałeś. - Powiedziałam. Nie miałam pewności co robię. Zaufałam temu, że znam go jak nikogo innego. Miałam nadzieję, że się nie pomylę.
- W czym cię okłamałem? - Zapytał sztywno.
- W tym, że nic do mnie nie czujesz. - Powiedziałam i ciągnęłam powoli - Myślę, że po prostu chcesz grać bohatera. Nie chcesz mnie do siebie dopuścić bo uważasz, że jesteś źródłem nieszczęść. Prawda?
Potem zdecydowałam się na niego spojrzeć...
____________________________________
OGŁOSZENIA PARAFIALNE:
1. Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie te wspaniałe komentarze! :*
2. Następny rozdział planuję dodać dopiero w sobotę ponieważ mam wycieczkę na poligon (!) i nie mam jak dodać wcześniej.
3. Zostały mi jeszcze planowo dwa rozdziały, czyt. jeden rozdział + prolog.
4. Jeszcze raz dziękuję za wszystkie komentarze i opinie! :D

sobota, 5 października 2013

"Nie mogę żyć bez mojego życia!"

- I ona tak przez cały czas? - Usłyszałam w drzwiach głos mojej przyjaciółki.
- Dzisiaj ma dobry dzień. - Odparła moja matka.
Normalnie wywróciłabym oczami, odpyskowała, albo coś w tym rodzaju. Ale ostatnio nie miałam siły, ochoty ani przyjemności z robienia tego, więc zaprzestałam tego typu aktywności.
Zaczęły się wakacje. Na rzecz wypadku straciłam ostatni miesiąc szkoły. Siedziałam przy oknie i patrzyłam jak dzieci wychodzą ze szkoły elegancko ubrane, z szerokimi uśmiechami na twarzy. Obserwowałam to z obojętną miną, pustymi oczami i dziurą w sercu.
Jadałam posiłki w gronie rodzinnym, chodziłam na rehabilitację, ale byłam wrakiem człowieka. Wiedziałam o tym i nie miałam sił by to zmienić.
- Ala - Usłyszałam głos przyjaciółki bliżej niż ostatnim razem. - Daj znak życia. Proszę. - Mówiła błagalnym tonem.
- Założyłabym nogę na nogę, ale nie potrafię. - Odparłam opryskliwie. - Po co przyszłaś?
- Pogadać. - Westchnęła i usiadła obok, na łóżku. - Martwimy się o ciebie.
- Niepotrzebnie.
- Wydaje mi się, że jednak potrzebnie. - Jej głos stał się bardziej stanowczy. - Kiedy ostatnio pożądnie się umyłaś? Wyszłaś na dwór dla rozrywki? Pogadałaś z kimś jak normalny człowiek?
Odwróciłam do niej głowę i spojrzałam jej w oczy pełne smutku i troski.
- Nie jestem normalnym człowiekiem. I nie będę. - Powiedziałam suchym tonem. - Wszystko co osiągne lub dostanę i tak zostanie mi odebrane, więc po co się starać?
- Dla twoich rodziców. Dla mnie. Dla siebie! - Podniosła głos. - My już nic nie znaczymy?! Kacper nie jest jedynym człowiekiem na ziemi!
Ścinęłam wargi i znów spojrzałam przez okno.
- Przepraszam. - Wyszeptała Kasia. - Nie chciałam teg...
- Wyjdź. - Nakazałam ostrym tonem. - Zostawcie mnie wszyscy w świętym spokoju.
- Dobrze. - Powiedziała i się podniosła. - A jeśli by cię to interesowało to Kacper jest właśńie w trakcie operacji. - Dodała i wyszła.
Powstrzymałam łzy cieknące po policzku.
Nie wiedziałam czemu taka jestem; oschła, zimna i depresyjna. Nigdy nic tak na mnie nie zadziałało. Zawsze byłam silna psychicznie jak i fizycznie...
"- Zakochałem się w tobie na lodowisku." W pamięci mignęły mi słowa Kacpra. "Kiedy patrzyłem na to jak robisz wszystko co w twojej mocy by osiągnąć cel, podziwiałem ten niezwykły błysk w oku. Byłaś wtedy jak anioł."
- To popatrz na mnie teraz. - Szepnęłam i odwróciłam się do lustra. Tłuste, potargane włosy, ciemne, podkrążone i zmęczone oczy. Obraz nędzy i rozpaczy.
- Gdzie twoje serce wojowniczki? - Usłyszałam głos mamy w drzwiach.
- Chyba zginął w wypadku. - Odparłam.
- Nie wierzę w to. - Odparła nie ruszając się z miejsca. - Myślę, że nie tylko Kacper potrzebuje wspomnień by odzyskać swoje dawne ja. Ty również straciłaś w tym wypadku część siebie. Dawna Alicja Cyrankiewicz nie pogodziłaby się z porażką. Złamane serce naprawiłaby ciężką pracą. Swój obecny stan doprowadziłaby do perfekcji by znów zająć się sportem bo ludzie na wózkach też to potrafią.
Zamilkła na chwilę, podeszła do mnie i uklękła przed moim wózkiem.
- Dziecko. Zawsze byłam z ciebie dumna. Zawsze. Nie pozwól by jeden wypadek zrójnował twoje życie. Daj mi jeszcze szansę bym znów mogła być z ciebie dumna.
Popatrzyła mi w oczy. Jej były kasztanowe, ze złotymi iskierkami i ciemnymi obwódkami, moje zielone z brązowymi kropkami i zawsze dużymi źrenicami. W tych oczach widziałam czar mojego dzieciństwa. Kojarzyły mi się z beztroskimi czasami i radością a teraz były surowe a jednocześnie smutne i przepełnione nadzieją.
Westchnęłam.
- Pomożesz mi się wykąpać? - Zapytałam.
____________________________________
Jest nowy! Zapraszam do komentowania bo czytanie tego jest najlepszą rzeczą na świecie.
Dziękuję za wszystkie opinie jakie się tutaj dotychczas pojawiły ;D

Jeżeli następny rozdział nie pojawi się do wtorku to nie pojawi się on do soboty ponieważ mam trzy dniową wycieczkę ;D

piątek, 4 października 2013

"Gdy wyprzedzamy marzeniami teraźniejszość cofamy się, nawet nie wiemy kiedy."

Wszystko działo się bardzo szybko, ale widziałam to jak na zwolnionym filmie.
Szliśmy parkiem wspominając, tak jak było w umowie. Po moich ćwieczeniach jego kolej na próbę odzyskania pamięci. Od samego początku był strasznie zmierzły, a nie zdarzało mu się to często. Ale zwaliłam to na trudy naszej nowej rzeczywistości. Potem nagle usiadł na ziemi i jęcząc obejmujął rękami głowę.
- Kacper, co jest? - Zapytałam przerażona. Nie odpowiedział.
Zadzwoniłam na pogotowie. Potem do jego matki. Ojciec nie za bardzo mnie lubił i nie chciałam być tą złą, przekazującą złe wiadomości.
***
Siedziałam na korytarzu, pod ścianą. Wózek stał obok mnie a ja czekałam. Na jakiekolwiek wieści, pocieszenie, dobicie lub cokolwiek innego.
Nagle drzwi się otworzyły i wyszła z nich pielęgniarka. Znałam jej twarz bo opiekowała się Kacprem gdy był tu ostatnio, powoli siwiejąca pani o wielkich oczach i ciepłym uśmiechu nie schodzącym z twarzy.
Teraz jej mina przypominała maskę.
Usiadła obok mnie.
- Nie lubisz go prawda? - Zapytała dotykając wózka.
Pokręciłam głową.
- Nie, chyba jest mi obojętny. - Powiedziałam. - Mam ważniejsze sprawy niż załamywanie się nad własnym stanem.
- Liczą na ciebie. - Przytaknęła kobieta. - Ale kiedyś trzeba być samolubnym.
- Do czego pani zmierza? - Zapytałam wprost.
- Do tego, że jedynym człowiekiem, który nas nigdy nie opuści i zawiedzie jesteś ty sam. - Powiedziała powoli.
- Co mu jest? - Odezwałam się ledwo słyszalnie.
- Powikłania po wypadku. - Jej głos był spokojny, bez żadnych emocji. - Potrzebna będzie operacja.
- Ale wyjdzie z tego? - Dopytywałam nie patrząc na nią.
- Nie wiem. - Powiedziała. - Ta operacja nie jest łatwa i wiele rzeczy może pójść nie po naszej myśli. Ale nie jest bez szans.
Oczy zaszły mi łzami. Najpierw miałam wszystko, potem wszystko zostało mi odebrane, następnie część odzyskałam i teraz znowu tracę.
- Mogę do niego pójść? - Zapytałam. Kobieta pokiwała twierdząco głową. - A pomoże mi pani? - Dodałam cicho.
Natychmiast wstała i zrobiła co trzeba. Popchnęła mnie ku właściwym drzwiom.
- Cześć. - Usłyszałam od razu.
- Hejo. - Odparłam i podjechałam obok jego łóżka. Rodzice wyszli z pomieszczenia.
- Czemu dalej tu jesteś? - Zapytał.
- Bo jesteś dla mnie wszystkim. - Odparłam bez wahania.
- Nie powinienem. - Prychnął. Spojrzałam na niego zdziwiona. - Chodzi o to - zaczął powoli - że nie uważasz, że przynoszę ci za dużo kłopotów?
- Co ty wygadujesz? - Wyszeptałam.
- Uważam - Mówił powoli i tak jakby miał gulę w gardle - że powinnaś zająć się sobą i zostawić mnie w tyle.
- Przestań. - Szepnęłam patrząc na niego wielkimi oczami.
- Nie pamiętam jak nasz związek wyglądał przed wypadkiem, ale teraz nie jest fajnie. -Powiedział już pewnej, patrzył na pościel, nie na mnie. - I myślę, że za bardzo się mną przejmujesz.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem. W oczach miałam łzy.
-Nie rób tego. - Powiedziałam łamiącym się głosem.
- Zostaw mnie. - Usłyszałam z jego ust. - Wyjdź i nie wracaj, zostaw mnie w spokoju. Może kiedyś bym tego nie zrobił, ale dziś jestem innym człowiekiem. Przykro mi.
Łzy popłynęły mi po policzkach. Czemu mu wierzyłam? Czemu to tak zabolało?
Wyjechałam z pokoju...
____________________________________
Przepraszam, że tak długo :c Miałam w tym togodniu sporo roboty a do tego wycieczkę...

LICZĘ NA KOMENTARZE :D