Mam na imię Alicja.
Nazwano mnie tak ponieważ moi rodzice bardzo lubią bajkę "Alicja w Krainie Czarów" i myślą, że to imię przyniesie mi szczęście i sprawi, że będę wybijać się ponad przeciętność.
W tym roku zaczęłam studia. Na biologii. W przyszłości chcę zostać mikrobiologiem i pracować w laboratorium. Uczę się i ciężko pracuję bo chcę spełnić marzenie, bo, mimo wszystko, one czasem się spełniają..
Opowiem wam moją historię a zacznę ją pewnego wiosennego dnia.
***
Świeciło słońce. Nie ma nic gorszego dla ucznia niż dobra pogoda za oknem szkolnej sali lekcyjnej. Nerwowo stukałam palcami o blat stolika i nawet nie starałam się słuchać nauczyciela.
- Weź, przestań. - Skarciła mnie przyjaciółka patrząc wymownie na moją rękę.
Westchnęłam ciężko, ale uspokoiłam się.
- Co ty taka nerwowa? - Zapytała szeptem i z uśmiechem Kasia.
- Kacper przyjdzie mnie dzisiaj odebrać. - Odpowiedziałam, uśmiechając się od ucha do ucha.
Koleżanka teatralnie wywróciła oczami.
- Te licealne miłości... - Powiedziała naśladując moją mamę.
Zaśmiałam się cicho.
Zadzwonił upragniony dzwonek.
Cały czas się uśmiechając spakowałam rzeczy do plecaka i krzycząc wszystkim głośne "cześć!" jako pierwsza wybiegłam z klasy.
Stanęłam przed szkołą i rozejrzałam się. Stał tam gdzie zawsze, przy huśtawce po drugiej stronie ulicy.
- I jak tam? - Zapytał mocno tuląc mnie na powitanie.
- Już dobrze. - Odparłam i poczułam jak się śmieje.
Kacper był wyższy ode mnie o głowę, n nieogarniętą, ciemnobrązową burzę i czarne oczy. Ma szyji wsiały słuchawki, jak zawsze.
- Dzisiaj zabieram cię na pizzę. - Powiedział chwytając mnie za rękę. - A potem Szymon powiedział, że nas odwiezie.
Szymon był starszym bratem Kacpra. Z uśmiechem przystanęłam na jego propozycję i ruszlyliśmy do naszej ulubionej pizzerii.
Usiedliśmy i pozwoliłam zamówić mu posiłek a sama zaczęłam wygrzewać się na słońcu wpadającym przez otawrte okno.
- Przegrać walkę o uwagę swojej dziewczyny z pogodą... - Usłyszałam jak mruczy pod nosem mój towarzysz. Zaśmiałam się i otworzyłam oczy.
- Czasem trzeba pogodzić się z porażką. - Odparłam. W odpowiedzi pokazał mi język.
Pizzę zjedliśmy opowiadając sobie o wydarzeniach mijającego dnia, wspominając głupoty i gadając o muzyce.
Zanim się obejrzeliśmy już musieliśmy się zbierać.
Czekając na chodniku na samochód Szymona przytuliłam go.
- A za co to? - Zapytał z uśmiechem, który tak uwielbiałam.
-Za to, że jesteś. - Odpowiedziałam poważnie.
On też spoważniał, uniósł moją głowę i złożył na ustach delikatny pocałunek.
- Kocham cię, wiesz o tym, prawda? - Zapytał patrząc mi w oczy.
W tym momencie podskoczyłam przestraszona na dźwięk klaskonu.
- Nie mam całego dnia, zakochańce! - Usłyszeliśmy głos studenta wychylającego się ze starego opla.
Kacper westchnął przeciągle i powiedział:
- Już idziemy, braciszku.
Rozwaliliśmy się na tylnim siedzeniu i znowu gadaliśmy o głupotach starając się rozbawić Szymona.
Wybuchaliśmy śmiechem za każdym razem gdy nam się udało.
Kiedy śmialiśmy się do rozpuku już kolejny raz usłyszałam pisk opon. Oślepiło mnie ostre światło i ostatnie co zarejstrowałam zanim zapadła ciemność to krzyk. Chyba mój...
____________________________________
Witam prologiem do opowiadania, które zaznaczam na początku nie będzie zbyt długie.
Jest to dość nowe dla mnie, tego typu historia i nie obiecuję, że wyjdzie tak jakbym chciała.. :c
Zapraszam do komentowania i wyrażania swojej opinii w jaki kolwiek sposób ;D